Poczta idzie do lamusa? Oto dowód, że nie!

W dzisiejszych czasach coraz mniej ludzi wysyła listy, a spotkanie listonosza na ulicy to ostatnio rzadki widok. Co jednak, gdybyście natknęli się na niego w szczerym polu na biwaku? Na dodatek, gdy miałby dla was list?

Ta historia wydarzyła się naprawdę i miała miejsce w Bieszczadach, a dokładniej w miejscowości Postołów nad Sanem.

Reklama

"Rankiem siedzieliśmy przy namiotach, robiliśmy śniadanie i zastanawialiśmy się, co dzisiaj będzie brało. Naglę patrzę, a miedzą ktoś się do nas zbliża. Postać podchodzi bliżej - to listonosz!" - relacjonował historię turysta, do którego była adresowana przesyłka.

Listonosz zapytał, czy biwakuje tutaj niejaki Robert S. Kiedy mężczyzna potwierdził, że to on, listonosz odparł: "Mam dla pana list. Tylko bardzo proszę - następnym razem adresujcie do ostatniego numeru domu we wsi, bo musiałem iść do was piechotą prawie kilometr".

Jak się okazało, wysłanie listu było pomysłem miejscowego znajomego, który postanowił zrobić przyjaciołom niespodziankę. Ich miny musiały być bezcenne. Nie często zdarza się przecież dostać list na biwaku w szczerym polu. Wielki szacunek dla pana listonosza, który sprostał zadaniu! Nie było ono łatwe! 

Całą historię opisał na swoim Facebooku portal Bieszczady.pl.

Czytaj więcej:

Zamiast roznosić listy będą kosić trawniki!

13-latek popełnił samobójstwo i zostawił przejmujący list

Robiąc porządki znalazł niezwykłą wiadomość od zmarłego ojca

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Poczta Polska SA | list | Bieszczady

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje