Niewidomy Jerzy Płonka znów zaskakuje!

Pochodzący z Krakowa 25-letni Jerzy Płonka widzi zaledwie 5 procent tego, co zdrowy człowiek. Choroba nie przeszkadza mu jednak w realizowaniu jego życiowej pasji, jaką jest chodzenie po górach. Jerzy jest żywym dowodem na to, że niemożliwe naprawdę nie istnieje.

Powiedzieć o wyczynach Jerzego, że są niesamowite to w zasadzie nie powiedzieć nic. Niewidomy człowiek chodzący po górach - w zdaniu tym zdaje się tkwić jakaś wewnętrzna sprzeczność. Postawa Jerzego, na co dzień prezesa stowarzyszenia o wymownej nazwie "Nie widzę przeszkód", udowadnia jednak, że to, co w teorii zdaje się być niewykonalne, w rzeczywistości udaje się osiągnąć za sprawą motywacji, samozaparcia i nieustępliwości.

Reklama

O Jerzym stało się głośno w ubiegłym roku, gdy w październiku zdobył Gerlach, czyli najwyższy szczyt Tatr, znajdujący się na wysokości 2655 metrów nad poziomem morza. To nie wszystko. W lutym tego roku Jerzy zjechał na nartach z Kasprowego Wierchu oraz z przełęczy Karb pod Kościelcem, a 10 marca zdobył przełęcz Krzyżne, czyli krańcowy punkt słynnej Orlej Perci. Oprócz tego przebiegł już także 13 maratonów oraz trenował wioślarstwo, kolarstwo, pływanie i żeglarstwo.

Postać Jerzego, będąca fantastyczną sama w sobie, uświadamia jeszcze co innego. Mianowicie to, jak ważni w naszym życiu są przyjaciele, którzy w życiu Jurka również odgrywają ogromną rolę, pomagając mu w realizacji jego marzeń. Są nimi m.in. towarzysz wypraw Jerzego, Jacek Grzędzielski oraz ratownik TOPR i przewodnik, Mieczysław Ziach.

Ciąg dalszy na kolejnej stronie...

Dowiedz się więcej na temat: podróże | niewidomi | historie z życia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje