Kiepski wynik na maturze? Może to nie twoja wina - sprawdź dlaczego

Jeżeli zaskoczył was wynik matury z danego przedmiotu, bo po egzaminie z niego czuliście, że poszło wam naprawdę dobrze, poproście o wgląd do swojej pracy. Poniższa historia udowadnia, że warto to robić, ponieważ ktoś mógł popełnić błąd, za który to wy będziecie musieli zapłacić.

Katarzyna Bolęba-Bocheńska to absolwentka polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, która studia ukończyła ze średnią 5.0. Przed przystąpieniem do pracy w wyuczonym zawodzie, Kasia postanowiła zweryfikować swoją dotychczasową wiedzę z języka polskiego i przystąpiła do rozszerzonej matury z tego przedmiotu.

Reklama

Kasia sądziła, że 5 lat ciężkich studiów, podczas których przyszły polonista przez semestr czyta tyle książek, ile uczeń przez całe liceum, przygotowało ją do matury na tyle, że bez większego problemu zda ją na 100 procent. Jakież było więc jej zdziwienie, gdy okazało się, że maturę - z przedmiotu, który miała praktycznie w jednym palcu, o czym świadczyła jej ocena ze studiów - zdała raptem na 48 procent.

Mimo, że absolwentka UJ-otu przystąpiła do matury jedynie czysto rekreacyjnie, wynik był dla niej tak dużym zaskoczeniem, że postanowiła poprosić o wgląd do swojej pracy. Gdy kilka tygodni później jej to umożliwiono, Kasia nie mogła uwierzyć własnym oczom.

"Pomijając to, że pracę oceniały chyba osoby mające do czynienia z polszczyzną przed reformą ortograficzną z 1936 roku, to ich wiedza też wymaga wielu uzupełnień" - napisała na swoim Facebooku Katarzyna Bolęba-Bocheńska, w poście skierowanym do tegorocznych maturzystów, którzy przed kilkoma dniami otrzymali wyniki swoich egzaminów.

Kasia nie zastanawiając się długo postanowiła prosić o ponowne przeliczenie punktów. Gdy dostała odpowiedź na skierowane w tej sprawie podanie, znów była w szoku.

"Odpowiedź, którą dostałam, obnażyła absolutny brak wiedzy sprawdzających" - napisała w dalszej części posta absolwentka UJ-otu. Weryfikacja, o którą poprosiła Kasia sprawiła, że wynik egzaminu zmieniono na jej korzyść tylko o jeden punkt, pomimo faktu, że jej praca była małym artykułem naukowym, temat był jej wyjątkowo dobrze znany, a całość miała nawet przypisy.

Praca okazała się być chyba po prostu za dobrą, zbyt kreatywną, a przez to nie wpisującą się w absurdalny klucz, który dotyczył Kasię z tego powodu, że swoją pierwszą maturę pisała ona przed rokiem 2015.

Obecnie zasady punktowania matur uległy już pewnym zmianom, ale mimo tego Kasia zachęca w swoim wpisie maturzystów do tego, by - jeżeli czują się rozczarowani wynikiem egzaminu - prosili o wgląd do swoich prac. Każdy dodatkowy punkt może przecież okazać się być tym na wagę złota i zdecydować o dostaniu się na wymarzone studia, dlatego tak ważne jest dochodzenie swoich praw.

Co o tym sądzicie? Znaleźliście się kiedyś w podobnej sytuacji? Czekamy na wasze komentarze. Cały post Katarzyny Bolęby-Bocheńskiej znajdziecie tutaj.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: matura

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje