Wybrała się pod Rysy w kozaczkach. Sprowadzali ją ratownicy TOPR-u

Mimo, że tego typu przypadki bezmyślności nagłaśnia się w mediach już od dosyć dawna, to i tak nadal znajdują się ludzie, którzy nie przestają nas zaskakiwać i którzy zdają się nie traktować gór poważnie. Tak właśnie było w poniższym przypadku, dotyczącym pewnej kobiety, która wybrała się pod Rysy w mocno nietypowym obuwiu.

W ostatnim czasie pracownicy TOPR-u mieli pełne ręce roboty i kilkukrotnie sprowadzali z gór turystów, którzy nie byli w stanie wrócić z nich sami. Dużo pracy, głównie z uwagi na trwające ferie, mieli także dyżurni stacji narciarskich. Zgodnie z informacjami z ostatniej Kroniki Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego każdego feryjnego dnia dochodzi do około 30-40 incydentów.

Reklama

"W górach lepiej nie słuchać wieszcza i mierzyć zamiary na siły, a przede wszystkim na umiejętności" - przestrzegają ratownicy. Ich słowa nie wszyscy biorą sobie jednak do serca.

Najlepszym tego przykładem z ostatnich dni jest pewna kobieta, która wybrała się pod Rysy w kozaczkach. "Po godz. 17-tej z Czarnego Stawu do Morskiego Oka sprowadzono turystkę, która w miejskich kozaczkach dotarła nad Staw, ale w takim obuwiu nie potrafiła bezpiecznie zejść" - czytamy w komunikacie pochodzącym z Kroniki TOPR z 29.01 br.

Przypadek ten wcale nie jest odosobniony, bo w przeszłości dochodziło już do tego typu zajść. Najlepszym tego dowodem jest poniższe zdjęcie, które pochodzi z ubiegłego sezonu:

Facebook

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje